Powrót na główną stronę

          

październik 2022 r.

 

Stargarderzy...

 

Z emocjonalnym zaangażowaniem patrzymy na nasze miasto. Żyjąc teraz staramy się zaprojektować i kształtować jego przyszłość. Wiele z tego co nas otacza ma swoje korzenie w przeszłości. Nie sposób zatem nie zauważyć jak wielki wpływ, na jego współczesny kształt, miały wieki działań tych, którzy nas poprzedzali. Kultywujemy pamięć o polskich pionierach, którzy po wojennej pożodze wskrzesili Stargard. Oprócz ruin, zastali tu miejsce, choć opuszczone i zniszczone, jednak bogate w liczne świadectwa nietuzinkowej historii i posiadające niewątpliwy, choć  przygaszony, potencjał. Sterani wojennymi przeżyciami i tułaczką, wybrali to miasto, jakże z początku nieprzyjazne i obce,  na swój dom.

Makieta Stargardu z Heimathaus w Elmshorn (fot. M.J.)

 

 

Stargard w ruinie (źródło: fotopolska.eu)

 

 

 

Rok 1945 gwałtownie przeciął kilkusetletnią niemiecką historię Stargardu. Miasto mimo wojennych i wczesno powojennych ciosów przetrwało, ale przy właściwie całkowitej wymianie mieszkańców. Jeżeli w średniowieczu proces przejmowania, wchłaniania i zdominowania, pierwotnie słowiańskiego grodu, przez przybyszów z Zachodu trwał dziesięciolecia, to tym razem ta zmiana nastąpiła niemal z dnia na dzień. Stargarderów zastąpili stargardzianie. Jeszcze na początku ciągle byli lwowiakami, wilniukami i innymi kresowiakami czy mieszkańcami miast i wsi centralnej, zachodniej lub południowej części przedwojennej Polski. Czynnikiem deprymującym było długotrwałe, dojmujące uczucie tymczasowości - skutek powszechnej opinii, że niebawem mogą wrócić tu Niemcy. Zanim ludzie będący swoistą polską mozaiką regionalną poczuli się stargardzianami minęło sporo czasu. Jednak niemal od pierwszych dni zaczęły się tu rodzić dzieci, które już trudno byłoby określać inaczej.

Druga wojna światowa spowodowała wielkie przesunięcia granic i wymusiła przemieszczenia milionów ludzi. Szaleństwo nazizmu, który zrodził się w Niemczech i uwiódł masy Niemców, podpaliło Europę  przynosząc niewyobrażalne cierpienia wielu narodom i w końcu samym Niemcom. Mówi się, że szarzy ludzie nie mają bezpośredniego wpływu na kataklizmy, jakie mogą im zafundować klasy rządzące. A jednak musi być gleba, na której wyrastają mrzonki i trujące, zabójcze idee. Wystarczyło demokratycznie chwycić przyczółki władzy, by później przekupstwem, kłamstwem i terrorem wcielać swe pomysły w życie.

W wyborach parlamentarnych w 1932 roku NSDAP zdobyła w Niemczech 33,1 % głosów, a na Pomorzu 43,1%. W marcu 1933 r. w całych Niemczech głosowało na nią 44 % wyborców, na Pomorzu 56,7%, a w samym Stargardzie 58,7%. Jesienią tego roku, przy niespotykanie wysokiej frekwencji, wynik wyborczy NSDAP sięgnął 96,5%. Nie wiemy, ile z tego, to skutek manipulacji i presji. Wcześniej, w kwietniu tego roku, Hitlerowi nadaje się tytuł honorowego obywatela Stargardu. Na efekty nazistowskich rządów nie trzeba było długo czekać. Na początku lat trzydziestych mieszkało w Stargardzie ponad 1000 Żydów. Początkowy bojkot gospodarczy tej grupy niemieckich obywateli zamienił się w terror. Represje i presja migracyjna spowodowały, że w 1940 roku w mieście zostało z nich nieco ponad 60 osób. Ci ostatni zostali przymusowo wysiedleni na Lubelszczyznę, gdzie podzielili los polskich Żydów (mówi o tym podcast "Pamięć miasta" - Książnicy Stargardzkiej). Żydzi byli więc pierwszymi Stargarderami, których zmuszono do opuszczenia swego rodzinnego miasta. I to rękami współobywateli.

Przed wojną Stargard liczył ponad 39 tysięcy mieszkańców. W konsekwencji działań wojennych i decyzji zwycięskich mocarstw z czasem, w różny sposób (ucieczka, ewakuacja, wysiedlenie), miasto opuścili niemal wszyscy Niemcy. Mimo świadomości przyczyn i skutków wojny, zawinionych przez władze i naród niemiecki, ludzką sprawą jest dostrzegać dramat i odczuwać współczucie dla indywidualnych losów ówczesnych Stargarderów. Dziś jest o to łatwiej, bowiem współczesnemu pokoleniu nie dane było doświadczyć bezpośrednio okrucieństw zadanych wcześniej przez niemiecką zbrodniczą machinę wojenną.

Stargarderzy prędzej czy później znaleźli swoje stałe miejsce na terenie stref okupacyjnych - z czasem w granicach obu państw niemieckich. Polityka RFN (w odróżnieniu od NRD) wobec dawnych mieszkańców ziem utraconych, zakładała podtrzymanie więzi między grupami uchodźców wywodzących się z poszczególnych regionów, powiatów, miast. Wynikało to z programowej niezgody na zmiany terytorialne będące skutkiem drugiej wojny światowej, ale i pewnie z naturalnej potrzeby podtrzymania wspólnotowej więzi przez ludzi, którzy utracili swe rodzinne miasta. Rolę swoistego "miasta - opiekuna" rozproszonej zbiorowości Stargarderów przyjęło na siebie  Elmshorn (Patenschaftsvertrag - 1953 rok) - miasto w kraju związkowym Schleswig-Holstein. Miało to też służyć  podtrzymaniu i przechowaniu pamięci o dawnym Stargardzie. Elmshorn stało się siedzibą Heimatkreisausschuss (HKA) Stargard i.Pom. - komitetu Stargarderów - mieszkańców Stargard in Pommern. Tu powstał z czasem dom pamięci - Heimathaus (ojczysty dom) Stargard, w którym zgromadzono różne pamiątki z życia przedwojennego Stargardu. HKA prowadziło też działalność wydawniczą, której efektem była publikacja kilku pozycji książkowych o charakterze historycznym lub wspomnieniowym, a także roczników (w latach 1992-2019) i kalendarzy (lata 2004-2018) poświęconych Stargardowi.

Heimathaus Stargard w Elmshorn (grafika z wydawnictwa HKA Stargard)

 

Trzeba przyznać, że wysiłek Stargarderów znacząco wpłynął na zachowanie pamięci o dawnym Stargardzie. Czynili to między innymi przez: gromadzenie pamiątek z przeszłości, własne publikacje, prowadzenie strony internetowej (http://www.heimatkreis-stargard.de/). Trzeba docenić te starania, mimo iż na początku w działalności HKA dominował głos pełen rozgoryczenia i niezgody na terytorialne skutki II wojny. Po normalizacji stosunków między w pełni wolną Polską a zjednoczonymi już Niemcami (na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku) doszło do intensywniejszych kontaktów Stargarderów ze swoim rodzinnym miastem i przedstawicielami jego polskich władz.

W roku 1993, a więc symbolicznie w 750 lat od uzyskania praw miejskich przez Stargard, Elmshorn stało się naszym miastem partnerskim. Rok po roku u Stargarderów puszczały lody powstałe na bazie rozżalenia i niechęci w stosunku do obecnych mieszkańców miasta. Po drugiej stronie - nieufność i poczucie zagrożenia ustępowało zaciekawieniu, zrozumieniu i  wreszcie życzliwości. Stargarderów i stargardzian łączyło ciepłe uczucie do Stargardu - tak ważnego dla nich miejsca na Ziemi. Dla pierwszych - miasta ich dzieciństwa i młodości - czasu i domu, którego żal i do którego się tęskni, dla drugich miasta - centrum ich życia.  W polskich mieszkańcach gwałtownie wzmógł się głód poznania wcześniejszej historii miasta. Na stargardzkich portalach społecznościowych poświęconych historii miasta grupy obserwatorów liczą tysiące osób. Zbiory i wydawnictwa współczesnego muzeum stargardzkiego wielokrotnie przewyższają zasoby przedwojennego Heimatmuseum. Sporym zainteresowaniem cieszyły się też wydawnictwa Towarzystwa Przyjaciół Stargardu. Niemieccy ziomkowie zauważyli, że polscy następcy, w miarę swoich skromnych możliwości, odbudowali i dbają o zabytki przeszłości. Widać też zainteresowanie dzisiejszym Stargardem i tym jak sie rozwija, czemu z sympatią kibicują (cykl "Stargard in Wandeln" w Stargarder Jahresblatt).

Podczas ekscytującej wizyty w Heimathaus w Elmshorn, którą kilkoro z TePeeSiaków odbyło paręnaście lat temu, mieliśmy okazję obejrzeć nagromadzone tam przez Stargarderów eksponaty związane z naszym miastem. Miały one różną wartość historyczną, czasem jedynie sentymentalną dla darczyńców. Jednak czuć było, że ten zbiór i to miejsce wypełnia emocja. Był tam kawałek Stargardu, choć wiadomo tego co już przeminął. Nie trzeba dodawać, że również nam udzielił się tamtejszy nastrój, mieliśmy bowiem świadomość, że choć ekspozycja opiewała o czasie przeszłym, to jednak znaczącym w jego tysiącletniej historii. Wydaje się, że doceniać wartość tych zbiorów i doznawać podobnych uczuć mogą jedynie ci, którzy niegdyś mieszkali lub teraz mieszkają w Stargardzie. Nikt inny.

 

 

 

 

Wizyta członków TPS w Elmshorn (fot. z zasobów TPS)

 

 

 

Okładki pierwszego i ostatniego rocznika Stargarder Jahresblatt

Z informacji zamieszczonej przez redakcję Stargarder Jahresblatt 2019 wynika, że był to ostatni numer rocznika. I jest to widomy znak stopniowego kurczenia się społeczności Stargarderów. Wszak najmłodszy z urodzonych w Stargard in Pommern ma dziś ponad 77 lat. A ile może mieć ktoś, kto  ówczesne miasto mógł pamiętać jako dojrzały człowiek? Okresowe spotkania Stargarderów odbywają się w coraz mniejszym gronie. Ich potomkowie żyją przede wszystkim życiem swoich obecnych, rodzinnych miast. Spada też pewnie zainteresowanie zbiorami Heimathaus w Elmshorn. I właśnie ta świadomość, każe zastanowić się nad przyszłym losem zgromadzonych tam zasobów. Są one niewątpliwie własnością stowarzyszenia byłych stargardzian i przede wszystkim od ich woli zależy, co się z nimi stanie. Prędzej czy później będzie musiała być podjęta decyzja - gdzie je umieścić. Najważniejsze żeby nie uległy one niekontrolowanemu rozproszeniu. Wśród rozpatrywanych opcji mogłaby się znaleźć również koncepcja przeniesienia ich do stargardzkiego muzeum (kilka lat temu stargardzcy muzealnicy dokonali przeglądu zasobów Heimathaus w Elmshorn). Mam przekonanie, że ten wariant byłby najkorzystniejszy z punktu widzenia potrzeby zachowania pamięci o dawnym Stargardzie i wpisywałby się w znane i realizowane u nas hasło: "Ocalić od zapomnienia". Tu znalazłyby się one w profesjonalnych rękach i we właściwym kontekście, tak jak i inne artefakty z przeszłości. Szczególnie teraz - we wspólnej Europie, przy otwartych granicach, wzrastającym szacunku dla wspólnego dziedzictwa kulturowego - dotarcie do nich, przez każdego zainteresowanego,  byłoby łatwe. Stargardzianie i Stargarderzy lub ich potomkowie na pewno by na tym skorzystali. Umieszczenie tych zbiorów poza naszym miastem spowoduje, że przysypie je kurz zapomnienia, znikną - niemal anonimowe - wśród masy innych. Tylko w Stargardzie mogą utrzymać swoje znaczenie.

Jak już wspomniałem decyzja należy do właściciela tych zbiorów, ale wydaje się, że istotną rolę w poszukiwaniu najkorzystniejszego dla nich rozwiązania mogłyby odegrać samorządy obu partnerskich miast - jako jego inspiratorzy i moderatorzy. Na pewno nie jest to łatwe. Mogą tu grać pewną rolę przeróżne emocje. Ale przekazanie stargardianów do Stargardu byłoby rozwiązaniem najrozsądniejszym. A jeśli chodzi o emocje, to powinny pozostać te inspirowane jedną z najszlachetniejszych - serdecznym uczuciem do Stargardu - dawnej małej ojczyzny. Miasto to bowiem ciągle trwa.

M.J.

 

Powyżej: Fragment ekspozycji zbiorów w Heimathaus Stargard w Elmshorn (fot. M.J.)

 

Poniżej: Kilka z wielu widoków dawnego Stargardu pędzla Stargardera Jürgena Willbartha prezentowanych w rocznikach Stargarder Jahresblatt i w kalendarzach HKA Stargard

Ratusz-widok z tyłu oraz stargardzkie wieże widziane od Baszty Lodowej

Kościół katolicki pw. św. Józefa i fragment miasta przy kanale Iny