Powrót na główną stronę

Rzeka Ina: Recz - Odra

08-13 maja 2004

      

Opis szlaku kajakowego Iny z kilometrażem możemy znaleźć na naszej stronie CIT

      Propozycja zorganizowania spływu kajakowego dla młodych sportowców zainspirowała mnie do spojrzenia na Inę. Dzięki temu, że ujście tej rzeki znajduje się w odległości ok. 20 km w linii Odry od Stanicy Kajakowej PTTK "Międzyodrze", można zminimalizować koszty transportu dla osób korzystających z kajaków stanicy.

      Podczas przygotowań do realizacji przedsięwzięcia nawiązałam kontakt z Towarzystwem Przyjaciół Stargardu, co zaowocowało zarówno przemiłym towarzystwem na spływie jak i niespotykanie serdeczną opieką i pomocą na trasie. Pierwotnie miało płynąć 7 - 8 kajaków, z czego część tylko do Stargardu. Ostatecznie całą trasę pokonały 4 osoby na 3 kajakach. Pomoc TPS odciążyła kajaki z bagażu na 3 etapach, czego nie sposób przecenić wobec przewidywanych przenosek (jazy, zapory, powalone drzewa).
      Udało mi się zgromadzić dostępne opisy tej trasy kajakowej (3 zawarte w przewodnikach kajakowych i 3 internetowe). Pierwszym weryfikatorem tej literatury był policki kajakarz, Jerzy Papierz. Potwierdził że górny odcinek rzeki, powyżej Recza, ma znikomą przydatność dla turystyki kajakowej, przez co rozpoczęliśmy spływ od tego miasta (104 km Iny).

       Drugim weryfikatorem tego, co na papierze, była sama rzeka.
      Za Reczem Ina jest uregulowana, co oznacza, że jej brzegi są podparte przez drewniane kołki. Szerokość niewiele ponad 4 metry (po wykonaniu zdjęcia dopływu musiałam płynąć tyłem aż do ujścia kanału melioracyjnego). Startując tuż za zastawką (przed mostem na drodze z Recza do Stargardu) już po 250 metrach trafiamy na pierwsze urozmaicenie - próg o wysokości ok. 1 metra z kaskadą 2 niskich progów za nim. W zależności od sprzętu i jego użytkowników a także poziomu wody będzie to atrakcja lub utrudnienie (skok lub przenoszenie kajaków). Dalej Ina płynie bez przeszkód najpierw pośród łąk, a następnie w niewielkich odcinkach lasu. Aż do lasów goleniowskich przeważa otoczenie łąkowe. Jak na rzekę nizinną przystało, prawie na całej swojej długości kręci i zawija meandrami. Brak punktów orientacyjnych w postaci miejscowości położonych nad rzeką powoduje, że spływ aż do Witkowa jest monotonny. Wszelkie zabudowania są oddalone od rzeki na odległość uniemożliwiającą dostrzeżenie ich z kajaka nawet wiosną, kiedy brzegów nie zasłaniają trzciny i wierzby a poziom wody też nie należy do najniższych. Jest to uzasadnione wiosennymi wylewami Iny, których ślady napotykaliśmy nawet ok. 3 metrów nad naszymi głowami. Brzegi wysokie i dość grząskie rzadko pozwalają na wyjście z kajaka.

      Stałe przeszkody aż do Stargardu narzucają przenoszenie kajaków. Po przepłynięciu ok. 7,5 km od startu napotykamy zastawkę. Potem płyniemy bez przeszkód około 8 km, aż poniżej mostu na drodze Suchań - Piasecznik napotykamy na trzyprzęsłowy jaz. Rzeka ma tu szerokość ok. 10 metrów. Za jazem oczekują nas dwa progi - pierwszy ok. 1,5 km a drugi 2 km od jazu. Ci, którzy nie zdecydują się na ich przepłynięcie, muszą się liczyć (szczególnie przed drugim progiem) z wyjątkowo niewygodnym wysiadaniem z kajaków i wyciąganiem ich na wysoki brzeg o nachyleniu około 30 stopni. W odległości ok. 7 km od tego, natrafiamy na podobny jaz, niedaleko Lipki, a po przepłynięciu kolejnych 5,5 km - bliźniaczy jaz w pobliżu Żukowa. Ostatnia stała przeszkoda - też jaz - znajduje się w centrum Stargardu.

      Prawie każdej z tych przeszkód towarzyszy odcinek rzeki mocno zarośnięty wierzbami (łozami). Można się nawet spodziewać dodatkowego przenoszenia kajaka z powodu niemożności znalezienia drogi pośród wierzb. Oprócz tych przeszkód należy się liczyć z różną liczbą przeszkód dodatkowych. Są to zarówno zwalone do wody drzewa jak i czasowe mostki i kładki zrobione przez leśników, myśliwych i wędkarzy. Ostatnia a zarazem wyjątkowo nieprzyjemna przeszkoda czekała na nas około 3 km przed ujściem Iny. Był to pełen śmieci zator o szerokości ponad 10 metrów. W porównaniu do tego, co zawierały opisy z lat 60, woda okazała się czysta. Niestety, zaśmiecenie spowodowane przez ludzi przekracza wszelkie oczekiwania. Niezależnie od często spotykanych butelek, wiaderek i puszek, szczególnym zainteresowaniem darzyliśmy lodówki. Od Stargardu naliczyliśmy ich 11, nie licząc czterech kineskopów. Czyżby to dowód na polodowcowe pochodzenie tej rzeki?


      Naszą eskapadę podzieliliśmy na 5 etapów, z czego 4 obejmowały Inę. Płynęliśmy z Recza do Lipki, Stargardu, leśniczówki Wydmy (Łęsko), Skolwina (przystań klubu żeglarskiego "Świt") i w końcu Stanicy "Międzyodrze". Ze względu na spodziewane warunki atmosferyczne postaraliśmy się o noclegi pod dachem, w różnych warunkach - najmilej wspominamy spanie w pobliżu koni, na sianie i słomie. Dzięki pomocy członków TPS płynęliśmy kajakami bez obciążenia bagażem oraz nocowaliśmy w stadninie koni w Lipce. W Stargardzie zawdzięczamy im nocleg i miejsce do bezpiecznego pozostawienia kajaków.

      Rzeka jest piękna i zasługuje na upowszechnienie wśród kajakarzy; szczególnie uroczy jest odcinek pomiędzy Witkowem a Goleniowem. Przed Stargardem płynie się w szpalerach wysokich drzew, pośród kwitnących o tej porze roku roślin. Za tym miastem brzegi przypominają rozkwiecone łąki i wreszcie widać domy. Płynąca w lasach goleniowskich Ina przypomina Brdę w Borach Tucholskich.

     
Aby jednak umożliwić podziwianie jej urody i uczynić przyjazną dla tych, którzy pływają na najmniejszych jednostkach, władze Stargardu i Goleniowa powinny przybliżyć otoczenie rzeki do niej. W obu miastach wysiadanie z kajaka jest mocno problematyczne. Brak zarówno dobrych miejsc do wysiadania (wyjątek - betonowe stopnie w Goleniowie) jak i możliwości dogodnego wyciągnięcia kajaka na brzeg, wodowania i bezpiecznego pozostawienia bez narażenia na utratę sprzętu (turyści powinni zwiedzić te miejscowości). Także w pobliżu mostu w Witkowie brakuje dogodnego dla kajakarzy zejścia do wody. Nie dziwi mnie jednak taki stan - w Szczecinie sytuacja wygląda podobnie. Po wpłynięciu do każdej mariny widać, że nikt nie myśli o kajakarzach. Nabrzeża są przystosowane do jachtów i motorówek, zbyt wysokie dla kajaka. Zwykle nie ma pomostu pływającego, który pozwala na opuszczenie kajaka i wyjście na brzeg.

      Dbajmy o nasze rzeki! Nie wciskajmy ich w betonowe koryta, jakimi płyną wody zachodniej Europy. Nie bez powodu tamtejsi kajakarze są zachwyceni naszymi rzekami, naprawdę dzikimi. Chcąc jednak przyciągnąć turystę (także unijnego) powinniśmy pomyśleć o pewnych ułatwieniach. Mogą być pomosty, pola biwakowe, może jakieś ułatwienie przy wyciąganiu kajaka z wody i ponownemu wodowaniu na stałych przeszkodach. Ten apel adresuję do lokalnych władz, nie tylko gmin położonych nad Iną.


Zofia Małgorzata Leszczyńska

 
Powrót na główną stronę